Do pracy dotarłam kilka minut przed czasem. Musiałam przebrać się w jakieś luźne ubrania, ponieważ w dżinsach i topie tańczyć nie będę. Pracowałam jako instruktorka tańca w niewielkiej szkole tanecznej. Sporo nie płacili, jednak nie przejmowałam się tym. Liczyły się chwile spędzone w tym miejscu. Tak, lubiłam tańczyć. Ba! Uwielbiałam. Gdy tańczyłam wszystkie problemy mnie opuszczały. Nie przejmowałam się niczym. Zaczęłam tańczyć gdy miałam 10 lat. Już minęło 8, a wydaje mi się jakby to było wczoraj. Wtedy jeszcze nic nie umiałam i nie byłam wytrwała - szybko odpuszczałam. Już wtedy, kiedy widziałam jak inne dzieci tańczą chciałam odpuścić. Teraz się cieszę, że zostałam, bo mogę dzielić się moją pasją z innymi ludźmi, którzy przychodzą tutaj, by nauczyć się tańczyć. Właśnie. Trzeba zacząć zajęcia. Uczyłam niewielką grupkę osób, w przedziale wiekowym 13-17 lat. Moim zadaniem było przygotowanie ich do turnieju tanecznego. Czasu mało, a roboty mnóstwo. Po przywitaniu się z grupą młodzieży, włączyłam muzykę i rozpoczęłam zajęcia od rozgrzewki. Wyjątkowo dawałam im dzisiaj niezły wycisk. Nie byli z tego powodu zadowoleni, ale wiedzieli, że tylko ciężką pracą będą mieć szanse na wygranie turnieju.
Nie zależało mi na tym czy wygrają. Chcę, by przede wszystkim świetnie się bawili, bo o to tu chodziło. Ludzi, którzy tańczyli tylko po to by wygrać uważałam za głupich. Nie tańczyli sercem, przez co popełniali banalne - przynajmniej dla mnie - błędy.
Po zakończeniu zajęć młodzież się rozeszła. Postanowiłam, że pójdę do sali obok. Siedzieli tam moi dwaj znajomi z pracy. Mieliśmy ze sobą wszyscy świetne kontakty, ponieważ posiadaliśmy tę samą pasję - taniec.
- Hej chłopaki. - powiedziałam wchodząc do sali szeroko się uśmiechając.
- Cześć! - odpowiedział Jacob, odwzajemniając uśmiech. Mężczyzna był wysokim brunetem o ciemnych oczach. Sprawiał wrażenie wyluzowanego chłopaka. Wskazywał na to jego ubiór, styl chodzenia i słowa którymi się posługiwał rozmawiając z jakąkolwiek osobą. Był też bardzo mądrym chłopakiem. Miał zawsze wiele ciekawych i zaskakujących pomysłów. W tańcu nie miał sobie równych. Był ode mnie starszy o 2 lata, przez co dłużej tańczył niż ja. Oprócz mądrości, chłopak posiada też inne, wartościowe cechy. Był romantyczny, troskliwy, opiekuńczy, miły, przyjacielski, oraz wrażliwy. Był jednym z moich przyjaciół. Zawsze wspierał mnie gdy miałam problem, pocieszał, gdy byłam smutna. Staraliśmy się sobie zawsze pomagać. - Cześć, zajęcia skończone? - zapytał drugi chłopak. Był to Tom. Ciemny blondyn o błękitnych oczach. Jest typem podrywacza. Podrywał każdą ładną dziewczynę, która postawiła nogę w szkole tańca. Był przystojny - zarówno jak Jacob -, więc często te 'podrywy' mu się udawały. Tom był także opiekuńczy i troskliwy, więc każda dziewczyna w jego towarzystwie czuła się jak księżniczka. Styl ubierania miał podobny do Jacoba, czyli luźne spodnie, koszulki i czapki. Jego również zaliczałam do grona przyjaciół.
- Tak. Dałam dzisiaj im niezły wycisk, przez co jestem trochę zła na siebie, bo chyba przesadziłam. - odpowiedziałam krzywiąc się.
- Za kilka dni jest truniej, więc miałaś prawo. Dzieciaki to pewnie rozumieją. - powiedział pocieszająco brunet.
Te słowa jednak mnie nie pocieszyły. Nie lubiłam być nie miła dla młodszych, szczególnie dla mojej grupy.
- Musze się powoli zbierać. - powiedział Tom.
- Gdzie idziesz? - spytałam z ciekawości.
- Do drugiej pracy. Widzisz, nie wszyscy wychowywali się w bogatej rodzinie i nie muszą pracować, gwiazdeczko. - odparł.
Nie dziwiłam mu się, że ma jeszcze jedną pracę. Za nauczenie młodzieży niewiele zarabialiśmy. Jednak nie zwracałam na to uwagi, ponieważ ciotka z wujkiem przelewali mi pieniądze co miesiąc na konto. Pracowałam tu tylko i wyłącznie dla przyjemności. Dla tańca.
Po kilku minutach pożegnał się również Jacob, z tego samego powodu. Sama nie miałam zamiaru siedzieć, więc również wyszłam.
Kolejne zajęcia miałam za dwa dni, więc postanowiłam, że wyjadę z miasta do mojej 'rodziny'. Nie była to do końca moja rodzina, ale to oni mnie zaadoptowali i stworzyli mi dom, prawdziwy dom. Własna matka mnie nie chciała.. Czasami smutno mi było z tego powodu, ale nie na długo. Cieszyłam się, że trafiłam do Nancy i George'a. Byli dobrymi ludźmi, zawsze chcieli dla mnie jak najlepiej. Zapisywali mnie do drogich szkół - chcieli mi zapewnić dobrą przyszłość. Miałam ich czasami dość, bo byli nadopiekuńczy, ale nadal ich kochałam.
Po kilku minutach wspominania, poszłam przebrać się w szatni ponownie w ubranie codzienne i ruszyłam do auta.
W drodze do domu, znowu miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Byłam tego pewna. Znałam to uczucie z dzieciństwa, wtedy kiedy mieszkałam u ciotki i wujka. Nie chciałam żeby to się powtórzyło, nie miałam z tym przyjemnych wspomnień.
***
Od domu w którym się wychowałam dzieliły mnie jedynie dwie minuty. Postanowiłam, że zaraz po powrocie i przywitaniu się z rodziną, odwiedzę starych przyjaciół. Poproszę ich o pomoc w sprawie tego śledzenia. Oni znali się na tym najlepiej.
Wjeżdżając na podjazd od domu, widziałam czekającą na mnie ciocię Nancy. Była niską kobietą o farbowanych, blond włosach. Była bardzo ciepłą osobą o ogromnym sercu. Mimo wieku była bardzo atrakcyjna, zresztą tak samo jak wujek. Wujek był z kolei wysokim brunetem o ciemnozielonych oczach. Zawsze mnie rozpieszczał. Był równie ciepły co ciotka. Kochałam ich. Kochałam za wielkie serca, za wyrozumiałość wobec mnie, bo grzeczna nie byłam, a przede wszystkim za to, że stworzyli mi dom, idealny, ciepły dom.
- Witaj ciociu. - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Witaj słoneczko! - zarzuciła witając mnie.
Pomogła mi z moją niewielką walizką. Po drodze pytała mnie jak minęła mi podróż i jak czuję się w Sydney. Rozsiadłyśmy się w salonie i dałyśmy się porwać w wir rozmowy.
Co chwila rozglądałam się po domu, jakbym była tu pierwszy raz. Dom był ogromny. Mieściło się w nim 5 sypialni, 3 łazienki, kuchnia, salon, spiżarnia, oraz pralnia. Każdy pokój był ładnie urządzony. Ciocia miała dobry gust do wszystkiego. Można było to zauważyć po wielkiej, pięknej kuchni w kolorze machoniowym, oraz innych, pięknie urządzonych wnętrzach. Nie ma się co dziwić, przecież Nancy była z zawodu dekoratorką wnętrz, więc dobry gust miała we krwi.
- Ciociu, a gdzie jest wujek? - zapytałam.
- Został jeszcze w pracy. Wieczorem wróci.
Nie zdziwiła mnie ta wiadomość, ponieważ wujek jako właściciel firmy zawsze zostawał dłużej w pracy. Zarabiał dużo, więc ciocia nigdy nie miała nic przeciwko temu.
- Aha. To ja pójdę zanieść walizkę do pokoju. - odparłam beztrosko.
Podniosłem się z kanapy i skierowałam w stronę schodów prowadzących na górę.
-----------------------------------------------------------------------
Hej,
Tak, wiem... kolejny nudny post.
Taki jest mój plan. Na początek Was zanudzę, potem zaciekawię. :)
Uwaga! Ogłoszenia parafialne:
Posty jak na obecną chwilę będą pojawiać się codziennie. Jeżeli zmienię zdanie - poinformuję Was o tym.
Żegnam, do następnego. ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz