piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 3

Po wypakowaniu swoich rzeczy pobiegłam na dół, żeby oznajmić cioci, iż wychodzę. Przebiegłam cały dom, jednak Nancy nigdzie nie było. Na lodówce zostawiła kartkę na której poinformowała mnie, że pojechała do sklepu. Nie miałam czasu i ochoty poczekać aż wróci, więc wyszłam nie uprzedzając jej o tym. Wsiadłam do auta, włączyłam radio,przekręciłam kluczyk w stacyjce i wyruszyłam.
Nucąc pod nosem piosenkę dojechałam pod dom mojego przyjaciela Ashtona. Mieszkał w willi po rodzicach, którzy zginęli dwa lata temu w wypadku samochodowym. Nasi rodzice się kiedyś przyjaźnili. Poznałam Ashtona gdy miałam 5 lat. Były wtedy urodziny jego taty, na które ciocia i wujek zostali zaproszeni. Kazali nam się wtedy razem bawić, co nam się zbytnio nie podobało.
Gdy nasze rodziny zaczęły spędzać ze sobą więcej czasu - zaczęliśmy się do siebie przekonywać. Tak oto nieciekawa znajomość przerodziła się w przyjaźń. Ashton zawsze mi pomagał w trudnych chwilach, tak samo jak ja mu. Nie tylko był moim przyjacielem. Był dla mnie jak brat.
Zapukałam do drzwi. Miałam odchodzić, gdy nagle otworzyły się drzwi. Stał w nich Ash. Nie widziałam się z nim od pogrzebu jego rodziców, potem dostałam stypendium do lepszej szkoły w Sydney i jakoś nie było czasu.
- Wow, kogo moje oczy widzą. - powiedział chłopak widząc mnie w drzwiach.
- Witaj Ashton. - odpowiedziałam z uśmiechem od ucha do ucha.
- Co się takiego wydarzyło, że mnie odwiedziłaś? - zapytał podnosząc lewą brew.
- Tak witasz swoją przyjaciółkę? - zaśmiałam się. - Nie cieszysz się na mój widok?
- Przepraszam, po prostu jestem zdziwiony. Hej! - odpowiedział przutulając mnie jak małe dziecko. - Cieszę się, że Cię widzę. Chodź, wejdź, chłopaki są u mnie i pewnie się ucieszą.
Idąc przez korytarz jego domu, rozglądałam się. Nic się nie zmieniło.
Przechodząc przez próg do salonu ujrzałam trzech chłopaków. Na konsoli grał Luke i Calum, a obok nich siedział Michael, który patrzył na ich rozgrywkę.
- Patrzcie kto nas odwiedził. - krzyknął do chłopaków Ashton, a ja zaraz po nim.
- Wow, cześć Chriss. - pierwszy przywitał się Mikey. Zaraz po nim Calum i Luke.
- Dawno się nie widzieliśmy, siadaj i opowiadaj, co u Ciebie.
Usiadłam wygodnie na kanapie i zaczęłam odpowiadać. Chłopcy prawie się nie zmienili. Spostrzegłam wielkie mięśnie u Ashtona i Caluma. Można było się domyślić, że ćwiczyli na siłowni. U Lukeya niestety nie mogłam określić czy ma mięśnie, czy nie, ponieważ miał na sobie bluzę. U Mikeya żadnych mięśni nie było widać. Widocznie nie lubił ćwiczyć.
Nic nowego się nie dowiedziałam. Chłopcy robili to, co robili wcześniej, czyli żyli beztrosko i na krawędzi.
- Chłopcy, mam do Was pytanie... - powiedziałam niechętnie. Spojrzeli się na mnie i przytakneli głową, dając mi do zrozumienia, że mam pytać.
- Otóż .. Od pewnego czasu mam odczucie, że ktoś mnie śledzi. Boję się, że wkońcu postanowi się pokazać i mnie skrzywdzi. Chciałabym zebyście się dowiedzieli kto to i po co to robi, dobrze?
Zwracałam się do ekspertów w tej dziedzinie. Chłopaki prowadzili tryb życia gangstera. Zawsze jakiś człowiek z innego gangu, któregoś z nich śledził, więc wiedzieli co to znaczy być obserwowanym.
- To nie będzie takie łatwe, ale zobaczymy co da się zrobić.
Ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała. Byłam pewna, że niedługo będę mogła swobodnie poruszać się po Sydney. Bez obawy, że ktoś mnie śledzi.
Wróciłam do domu. Była godzina 00:30. Dość długo z nimi siedziałam, ale lubiłam z nimi spędzać czas. Brakowało mi ich w Sydney. Mimo, że mieli dużo problemów - przez co ja też miałam - lubiłam ich. Bardzo.
Wchodząc do domu zauważyłam światełko palące się w salonie. Cholera, czekają na mnie i będą prawić mi teraz kazanie.
- Hej? Dlaczego jeszcze nie śpicie? -
zapytałam pierwsza.
- Witaj królewno. A dlaczego Ty tak późno przychodzisz do domu? - drugi zapytał wujek. - Idź spać, bo jest późno.
Zrobiłam jak powiedział - poszłam na górę spać. Pościeliłam sobie łóżko i zasnęłam na miękkim materacu, otulona kołdrą w zeberke.


----------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam, że post jest krótki. Nie mam czasu na pisanie opowiadań, ponieważ wakacje zaraz się kończą i trzeba jakoś ten czas wykorzystać. :D

Żegnam, do następnego.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 2

Do pracy dotarłam kilka minut przed czasem. Musiałam przebrać się w jakieś luźne ubrania, ponieważ w dżinsach i topie tańczyć nie będę. Pracowałam jako instruktorka tańca w niewielkiej szkole tanecznej. Sporo nie płacili, jednak nie przejmowałam się tym. Liczyły się chwile spędzone w tym miejscu. Tak, lubiłam tańczyć. Ba! Uwielbiałam. Gdy tańczyłam wszystkie problemy mnie opuszczały. Nie przejmowałam się niczym. Zaczęłam tańczyć gdy miałam 10 lat. Już minęło 8, a wydaje mi się jakby to było wczoraj. Wtedy jeszcze nic nie umiałam i nie byłam wytrwała - szybko odpuszczałam. Już wtedy, kiedy widziałam jak inne dzieci tańczą chciałam odpuścić. Teraz się cieszę, że zostałam, bo mogę dzielić się moją pasją z innymi ludźmi, którzy przychodzą tutaj, by nauczyć się tańczyć. Właśnie. Trzeba zacząć zajęcia. Uczyłam niewielką grupkę osób, w przedziale wiekowym 13-17 lat. Moim zadaniem było przygotowanie ich do turnieju tanecznego. Czasu mało, a roboty mnóstwo. Po przywitaniu się z grupą młodzieży, włączyłam muzykę i rozpoczęłam zajęcia od rozgrzewki. Wyjątkowo dawałam im dzisiaj niezły wycisk. Nie byli z tego powodu zadowoleni, ale wiedzieli, że tylko ciężką pracą będą mieć szanse na wygranie turnieju.
Nie zależało mi na tym czy wygrają. Chcę, by przede wszystkim świetnie się bawili, bo o to tu chodziło. Ludzi, którzy tańczyli tylko po to by wygrać uważałam za głupich. Nie tańczyli sercem, przez co popełniali banalne - przynajmniej dla mnie - błędy.
Po zakończeniu zajęć młodzież się rozeszła. Postanowiłam, że pójdę do sali obok. Siedzieli tam moi dwaj znajomi z pracy. Mieliśmy ze sobą wszyscy świetne kontakty, ponieważ posiadaliśmy tę samą pasję - taniec.
- Hej chłopaki. - powiedziałam wchodząc do sali szeroko się uśmiechając.
- Cześć! - odpowiedział Jacob, odwzajemniając uśmiech. Mężczyzna był wysokim brunetem o ciemnych oczach. Sprawiał wrażenie wyluzowanego chłopaka. Wskazywał na to jego ubiór, styl chodzenia i słowa którymi się posługiwał rozmawiając z jakąkolwiek osobą. Był też bardzo  mądrym chłopakiem. Miał zawsze wiele ciekawych i zaskakujących pomysłów. W tańcu nie miał sobie równych. Był ode mnie starszy o 2 lata, przez co dłużej tańczył niż ja. Oprócz mądrości, chłopak posiada też inne, wartościowe cechy. Był romantyczny, troskliwy, opiekuńczy, miły, przyjacielski, oraz wrażliwy. Był jednym z moich przyjaciół. Zawsze wspierał mnie gdy miałam problem, pocieszał, gdy byłam smutna. Staraliśmy się sobie zawsze pomagać. - Cześć, zajęcia skończone? - zapytał drugi chłopak. Był to Tom. Ciemny blondyn o błękitnych oczach. Jest typem podrywacza. Podrywał każdą ładną dziewczynę, która postawiła nogę w szkole tańca. Był przystojny - zarówno jak Jacob -, więc często te 'podrywy' mu się udawały. Tom był także opiekuńczy i troskliwy, więc każda dziewczyna w jego towarzystwie czuła się jak księżniczka. Styl ubierania miał podobny do Jacoba, czyli luźne spodnie, koszulki i czapki. Jego również zaliczałam do grona przyjaciół.
- Tak. Dałam dzisiaj im niezły wycisk, przez co jestem trochę zła na siebie, bo chyba przesadziłam. - odpowiedziałam krzywiąc się.
- Za kilka dni jest truniej, więc miałaś prawo. Dzieciaki to pewnie rozumieją. - powiedział pocieszająco brunet.
Te słowa jednak mnie nie pocieszyły. Nie lubiłam być nie miła dla młodszych, szczególnie dla mojej grupy.
- Musze się powoli zbierać. - powiedział Tom.
- Gdzie idziesz? - spytałam z ciekawości.
- Do drugiej pracy. Widzisz, nie wszyscy wychowywali się w bogatej rodzinie i  nie muszą pracować, gwiazdeczko. - odparł.
Nie dziwiłam mu się, że ma jeszcze jedną pracę. Za nauczenie młodzieży niewiele zarabialiśmy. Jednak nie zwracałam na to uwagi, ponieważ ciotka z wujkiem przelewali mi pieniądze co miesiąc na konto. Pracowałam tu tylko i wyłącznie dla przyjemności. Dla tańca.
Po kilku minutach pożegnał się również Jacob, z tego samego powodu. Sama nie miałam zamiaru siedzieć, więc również wyszłam.
Kolejne zajęcia miałam za dwa dni, więc postanowiłam, że wyjadę z miasta do mojej 'rodziny'. Nie była to do końca moja rodzina, ale to oni mnie zaadoptowali i stworzyli mi dom, prawdziwy  dom. Własna matka mnie nie chciała.. Czasami smutno mi było z tego powodu, ale nie na długo. Cieszyłam się, że trafiłam do Nancy i George'a. Byli dobrymi ludźmi, zawsze chcieli dla mnie jak najlepiej. Zapisywali mnie do drogich szkół - chcieli mi zapewnić dobrą przyszłość. Miałam ich czasami dość, bo byli nadopiekuńczy, ale nadal ich kochałam.
Po kilku minutach wspominania, poszłam przebrać się w szatni ponownie w ubranie codzienne i ruszyłam do auta.
W drodze do domu, znowu miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Byłam tego pewna. Znałam to uczucie z dzieciństwa, wtedy kiedy mieszkałam u ciotki i wujka. Nie chciałam żeby to się powtórzyło, nie miałam z tym przyjemnych wspomnień.
                                                                          ***
Od domu w którym się wychowałam dzieliły mnie jedynie dwie minuty. Postanowiłam, że zaraz po powrocie i przywitaniu się z rodziną, odwiedzę starych przyjaciół. Poproszę ich o pomoc w sprawie tego śledzenia. Oni znali się na tym najlepiej.
Wjeżdżając na podjazd od domu, widziałam czekającą na mnie ciocię Nancy. Była niską kobietą o farbowanych, blond włosach. Była bardzo ciepłą osobą o ogromnym sercu. Mimo wieku była bardzo atrakcyjna, zresztą tak samo jak wujek. Wujek był z kolei wysokim brunetem o ciemnozielonych oczach. Zawsze mnie rozpieszczał. Był równie ciepły co ciotka. Kochałam ich. Kochałam za wielkie serca, za wyrozumiałość wobec mnie, bo grzeczna nie byłam, a przede wszystkim za to, że stworzyli mi dom, idealny, ciepły dom.
- Witaj ciociu. - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Witaj słoneczko! - zarzuciła witając mnie.
Pomogła mi z moją niewielką walizką. Po drodze pytała mnie jak minęła mi podróż i jak czuję się w Sydney. Rozsiadłyśmy się w salonie i dałyśmy się porwać w wir rozmowy.
Co chwila rozglądałam się po domu, jakbym była tu pierwszy raz. Dom był ogromny. Mieściło się w nim 5 sypialni, 3 łazienki, kuchnia, salon, spiżarnia, oraz pralnia. Każdy pokój był ładnie urządzony. Ciocia miała dobry gust do wszystkiego. Można było to zauważyć po wielkiej, pięknej kuchni w kolorze machoniowym, oraz innych, pięknie urządzonych wnętrzach. Nie ma się co dziwić, przecież Nancy była z zawodu dekoratorką wnętrz, więc dobry gust miała we krwi.
- Ciociu, a gdzie jest wujek? - zapytałam.
- Został jeszcze w pracy. Wieczorem wróci.
Nie zdziwiła mnie ta wiadomość, ponieważ wujek jako właściciel firmy zawsze zostawał dłużej w pracy. Zarabiał dużo, więc ciocia nigdy nie miała nic przeciwko temu.
- Aha. To ja pójdę zanieść walizkę do pokoju. - odparłam beztrosko.
Podniosłem się z kanapy i skierowałam w stronę schodów prowadzących na górę.

-----------------------------------------------------------------------

Hej,
Tak, wiem... kolejny nudny post. 
Taki jest mój plan. Na początek Was zanudzę, potem zaciekawię. :)
Uwaga! Ogłoszenia parafialne:
Posty jak na obecną chwilę będą pojawiać się co dwa dni. Jeżeli zmienię zdanie - poinformuję Was o tym.
Żegnam, do następnego. ;3

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 1

Uciekałam. Tych trzech typów nadal mnie goniło. Próbowałam znaleźć jakieś otwarte drzwi, bądź okno. Udało się - znalazłam. Chciałam przekręcić klamkę i uciec, lecz dłoń, która mnie oplotła w talii na to nie pozwoliła. Nie mogłam już nic zrobić... Bałam się, że nie wyjdę z tego cało.

Obudziłam się. Znów śnił mi się ten cholerny sen. Pojawiał się sporadycznie, jednak przerażało mnie to, że się powtarza. Cały czas goni mnie tam trzech facetów, których twarzy nie widać. Dobierają się tam do mnie, chcą mi coś zrobić, chcą by stała mi się krzywda. Sen urywa się zawsze w tym samym momencie. Wtedy kiedy jeden z tajemniczych mężczyzn ma pokazać swoją twarz. Coś nie pozwala na to, żebym ją zobaczyła...
Spojrzałam na zegarek. Była 12:00, czyli najwyższy czas żeby wstać. Ku mojemu zdziwieniu dość długo spałam. Zazwyczaj budziłam się około godziny 9:00, więc miła odmiana. Był wtorek. Dzisiaj zajęcia były o 15:00,miałam trzy godzinki dla siebie, które wykorzystam na spotkanie z przyjaciółką. Byłam z nią umówiona na 13:00, więc szybko wstałam z łóżka i popędziłam do łazienki by się ogarnąć.

                                                                               ***

Z lekkim opóźnieniem dotarłam na umówione miejsce. Był to McDonald. Z przyjaciółmi spędzaliśmy tu sporo czasu, ponieważ atmosfera, która tam panowała przypadała nam do gustu.
Zamknęłam drzwi od swojego auta i szybkim krokiem kierowałam się do drzwi od lokalu.
Nie musiałam długo szukać miejsc stolika przy którym siedziała Sally - bo tak miała na imię moja przyjaciółka -, ponieważ zawsze siedzieliśmy przy tym samym. Był to duży, wieloosobowy stól. Przydawał się, kiedy przychodziliśmy tu całą paczką.
- Chrissy! - zawołała na mój widok, szeroko się uśmiechając dziewczyna.
Odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam dziewczynę na powitanie. Sally była średniego wzrostu blondynką o długich włosach. I - jak to blondynki - nie była zbyt  błyskotliwa, ale u chłopaków nadrabiała urodą. Miała dość dziwne oczy. Były one duże i zielono-żółte. Miała bardzo dobry gust, co sprawiało, że zawsze świetnie wyglądała. Poznałam ją po przyjeździe do Sydney. Wpadłam na Nią przypadkiem. Była wtedy załamana, ponieważ zerwała z chłopakiem. Zaprosiłam ją do domu i zaczęłam pocieszać. Od tamtej pory zaczęłyśmy się przyjaźnić.
Zaciągnięta w wir rozmowy z dziewczyną, ledwo zauważyłam, że dochodzi 14:30. Szybko się podniosłam i w pośpiechu pożegnałam z przyjaciółką.
Samochód zaparkowałam dość spory kawałek od lokalu, więc trochę musiałam się przejść. Całe szczęście pracowałam niedaleko. Idąc przeglądałam się w małym, podręcznym lusterku. Zauważyłam, że jakiś podejrzany mężczyzna za mną podąża. Zignorowałam to na początku, jednak po chwili z ciekawości czy nadal idzie postanowiłam się znowu przejrzeć. Szedł. Najdziwniejsze było to, że gdy tylko się odwórciłam - chłopak uciekł.

---------------------------------------------------------------------------------

Hej,
Pierwszy rozdział szału nie robi, jednak to dopiero początek całej historii, a początki ZAWSZE są nudne. :)
Wydaje mi się, że ten rozdział jest jakiś krótki, jednak nie chciałam za dużo pisać na początek. 
Mile widziane są wasze opinie na to opowiadanie. Ucieszyłaby mnie i zmotywowała duża ilość komentarzy. ;> 
Żegnam i do następnego. :3

Przedstawienie postaci

Chrissy jest osiemnastoletnią dziewczyną adoptowaną przez zamożną rodzinę. Kiedy okazuje się, że odziedziczy sporą sumę pieniędzy, oraz wielki dom - zaczynają się kłopoty. Dziewczyna zaczyna być prześladowana. Znajduje pełno wskazówek na to, że ktoś ją obserwuje. Po pomoc zwraca się do starych przyjaciół z miasta, w którym pomieszkiwała jako dziecko. Dziewczyna chcąc zapobiec prawdziwej miłości - ląduje w fałszywej, przez co jej życie zamienia się w piekło.