Uciekałam. Tych trzech typów nadal mnie goniło. Próbowałam znaleźć jakieś otwarte drzwi, bądź okno. Udało się - znalazłam. Chciałam przekręcić klamkę i uciec, lecz dłoń, która mnie oplotła w talii na to nie pozwoliła. Nie mogłam już nic zrobić... Bałam się, że nie wyjdę z tego cało.
Obudziłam się. Znów śnił mi się ten cholerny sen. Pojawiał się sporadycznie, jednak przerażało mnie to, że się powtarza. Cały czas goni mnie tam trzech facetów, których twarzy nie widać. Dobierają się tam do mnie, chcą mi coś zrobić, chcą by stała mi się krzywda. Sen urywa się zawsze w tym samym momencie. Wtedy kiedy jeden z tajemniczych mężczyzn ma pokazać swoją twarz. Coś nie pozwala na to, żebym ją zobaczyła...
Spojrzałam na zegarek. Była 12:00, czyli najwyższy czas żeby wstać. Ku mojemu zdziwieniu dość długo spałam. Zazwyczaj budziłam się około godziny 9:00, więc miła odmiana. Był wtorek. Dzisiaj zajęcia były o 15:00,miałam trzy godzinki dla siebie, które wykorzystam na spotkanie z przyjaciółką. Byłam z nią umówiona na 13:00, więc szybko wstałam z łóżka i popędziłam do łazienki by się ogarnąć.
***
Z lekkim opóźnieniem dotarłam na umówione miejsce. Był to McDonald. Z przyjaciółmi spędzaliśmy tu sporo czasu, ponieważ atmosfera, która tam panowała przypadała nam do gustu.
Zamknęłam drzwi od swojego auta i szybkim krokiem kierowałam się do drzwi od lokalu.
Nie musiałam długo szukać miejsc stolika przy którym siedziała Sally - bo tak miała na imię moja przyjaciółka -, ponieważ zawsze siedzieliśmy przy tym samym. Był to duży, wieloosobowy stól. Przydawał się, kiedy przychodziliśmy tu całą paczką.
- Chrissy! - zawołała na mój widok, szeroko się uśmiechając dziewczyna.
Odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam dziewczynę na powitanie. Sally była średniego wzrostu blondynką o długich włosach. I - jak to blondynki - nie była zbyt błyskotliwa, ale u chłopaków nadrabiała urodą. Miała dość dziwne oczy. Były one duże i zielono-żółte. Miała bardzo dobry gust, co sprawiało, że zawsze świetnie wyglądała. Poznałam ją po przyjeździe do Sydney. Wpadłam na Nią przypadkiem. Była wtedy załamana, ponieważ zerwała z chłopakiem. Zaprosiłam ją do domu i zaczęłam pocieszać. Od tamtej pory zaczęłyśmy się przyjaźnić.
Zaciągnięta w wir rozmowy z dziewczyną, ledwo zauważyłam, że dochodzi 14:30. Szybko się podniosłam i w pośpiechu pożegnałam z przyjaciółką.
Samochód zaparkowałam dość spory kawałek od lokalu, więc trochę musiałam się przejść. Całe szczęście pracowałam niedaleko. Idąc przeglądałam się w małym, podręcznym lusterku. Zauważyłam, że jakiś podejrzany mężczyzna za mną podąża. Zignorowałam to na początku, jednak po chwili z ciekawości czy nadal idzie postanowiłam się znowu przejrzeć. Szedł. Najdziwniejsze było to, że gdy tylko się odwórciłam - chłopak uciekł.
---------------------------------------------------------------------------------
Hej,
Pierwszy rozdział szału nie robi, jednak to dopiero początek całej historii, a początki ZAWSZE są nudne. :)
Wydaje mi się, że ten rozdział jest jakiś krótki, jednak nie chciałam za dużo pisać na początek.
Mile widziane są wasze opinie na to opowiadanie. Ucieszyłaby mnie i zmotywowała duża ilość komentarzy. ;>
Żegnam i do następnego. :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz